Kontakt

Skontaktuj się z nami

Jeśli chcesz zadać nam konkretne pytanie, prześlij swoją wiadomość za pośrednictwem tego formularza.

Kontakt z nami

Legal notice
NPORTAL.no - BUSINESS LINK NORWAY


Oddział w Norwegii:
Karenslyst Alle 4,
0278 Oslo
Postboks 358,
0213 Oslo
Norway

Oddział w W. Brytanii:
71-75 Shelton Street,
Covent Garden,
London,WC2H 9JQ


Kontakt telefoniczny:
+ (47) 23 89 88 63


Kontakt mailowy:
reporter@nportal.no


Value Added identification number: NO819464332
Legally represented by the Vice Director Lukasz Jakubow Kedzierski
This legal notice extends to the social media profiles of NPORTAL.no

1575015775

Tagi: Norwegia , Ukraina , wojna , The Economist , Wladimir Putin , Yuval Noah Harari

Dlaczego wojna na Ukrainie dotyczy wszystkich nas na Ziemi i dlaczego Putin może odebrać ludzkości główne osiągnięcie - Yuval Noah Harari
Mister icon

REDAKCJA NPORTAL.no - Oslo | Norwegia

Opublikowano: 2022-03-16 20:38:57 +0100

Wojna rozpętana przez Rosję na Ukrainie decyduje o losach całego świata: czy będzie on dalej żył zgodnie z archaicznym „prawem dżungli”, w którym wszystkie kraje skupiają się na finansowaniu sektora wojskowego, czy ludzkość powróci do swoich najlepszych osiągnięć. Opinię tę wyraził słynny izraelski historyk, jeden z najwybitniejszych wizjonerów, filozofów i myślicieli naszych czasów, Yuval Noah Harari, na łamach brytyjskiego tygodnika The Economist. Harari jest profesorem Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie i członkiem Izraelskiej Akademii Nauk.

NPORTAL.no zachęca do przeczytania pełnego tłumaczenia.
***
W sercu kryzysu na Ukrainie leży fundamentalne pytanie o naturę historii i naturę ludzkości: czy zmiana jest możliwa? Czy ludzie mogą zmienić swoje zachowanie – czy też historia powtarza się w nieskończoność, a ludzie są skazani na ciągłe przeżywanie tragedii przeszłości, nie zmieniając niczego poza scenerią?
 
Jedna szkoła myślenia zdecydowanie odrzuca możliwość zmiany. Twierdzi, że świat to dżungla, gdzie silni żerują na słabych, a jedyną rzeczą, która powstrzymuje jeden kraj przed wchłonięciem drugiego, jest siła militarna. Tak było i tak będzie zawsze. Ci, którzy nie wierzą w takie prawo dżungli, nie tylko oszukują siebie, ale narażają swoje istnienie na ryzyko. Nie potrwają długo.
 
Inna szkoła mówi, że tak zwane prawo dżungli wcale nie jest prawem natury. Jest dziełem ludzi, co oznacza, że ludzie mogą go zmienić. Wbrew powszechnemu przekonaniu, pierwsze wyraźne dowody zorganizowanej wojny udokumentowane przez archeologów pochodzą sprzed 13 000 lat. I nawet po tej dacie było wiele okresów pozbawionych archeologicznych dowodów wojny. W przeciwieństwie do grawitacji wojna nie jest podstawową siłą natury. Jego intensywność i istnienie zależą od leżących u podłoża czynników technologicznych, ekonomicznych i kulturowych. Wraz ze zmianą tych czynników zmienia się wojna.
 
Dowody takich zmian są wszędzie wokół nas. W ciągu ostatnich kilku pokoleń broń nuklearna zmieniła [potencjalną] wojnę między supermocarstwami w szalony akt zbiorowego samobójstwa, zmuszając najpotężniejsze państwa na Ziemi do poszukiwania mniej brutalnych sposobów rozwiązania konfliktu. Podczas gdy wojny wielkich mocarstw – takie jak druga wojna punicka czy II wojna światowa – były elementem historii przez większość historii, w ciągu ostatnich siedemdziesięciu lat między najwyższymi potęgami nie było żadnych wojen.
 
W tym samym okresie gospodarka światowa przekształciła się z gospodarki opartej na towarach w gospodarkę opartą na wiedzy. O ile wcześniej głównym źródłem bogactwa były aktywa materialne, takie jak kopalnie złota, pola pszenicy i szyby naftowe, dziś głównym źródłem bogactwa jest wiedza. Podczas gdy pola naftowe można zajmować siłą, wiedzy nie można zdobywać w ten sam sposób. W efekcie spadła opłacalność podbojów.
 
Wreszcie nastąpiła zmiana tektoniczna w światowej kulturze. We wcześniejszych epokach historycznych wiele elit – na przykład przywódcy Hunów, jarlowie wikingów i rzymscy patrycjusze – miało pozytywny stosunek do wojny. Władcy od Sargona Starożytnego po Benito Mussoliniego dążyli do utrwalenia się poprzez podbój (a twórcy tacy jak Homer i Szekspir z radością podążali za tymi fantazjami). Inne elity, takie jak kościół chrześcijański, postrzegały wojnę jako zło, ale nieuniknione.
 
Jednak w ciągu ostatnich kilku pokoleń, po raz pierwszy w historii, świat został zdominowany przez elity, które postrzegają wojnę jako zło, którego można uniknąć. Nawet ludzie tacy jak George W. Bush i Donald Trump – nie wspominając o politykach takich jak Angela Merkel czy Jacinda Ardern – są zupełnie innym typem polityka niż władca Hunów Attyla czy król Wizygotów Alaric. Mają tendencję do dochodzenia do władzy z marzeniami o wewnętrznej reformie, a nie zewnętrznym podboju. W dziedzinie sztuki i myśli większość luminarzy, od Pabla Picassa po Stanleya Kubricka, jest lepiej znana z przedstawiania bezmyślnych okropności wojny, a nie gloryfikowania jej architektów.
 
W wyniku tych wszystkich zmian większość rządów przestała uważać agresywne wojny za dopuszczalne narzędzie realizacji swoich interesów, a większość państw przestała marzyć o podboju i aneksji sąsiadów. Po prostu błędem jest sądzić, że sama siła militarna uniemożliwia Brazylii podbicie Urugwaju lub inwazji Hiszpanii na Maroko.
 
Opcje świata
 
Liczne statystyki mówią o schyłku epoki wojen. Od 1945 r. stosunkowo rzadko zdarza się, aby granice międzynarodowe zostały ponownie narysowane przez obcą inwazję, a żaden kraj uznany na arenie międzynarodowej nie został całkowicie zrównany z ziemią przez obcy podbój. W innych typach konfliktów – takich jak wojny domowe czy powstania – nie było braków. Ale nawet biorąc pod uwagę wszystkie rodzaje konfliktów, w pierwszych dwóch dekadach XXI wieku ludzka przemoc pochłonęła mniej istnień ludzkich niż samobójstwa, wypadki samochodowe czy choroby związane z otyłością. Proch stał się mniej śmiercionośny niż cukier.
 
Naukowcy spierają się o dokładne statystyki, ale ważne jest, aby wyjść poza matematykę. Schyłek epoki wojny stał się zarówno zjawiskiem psychologicznym, jak i statystycznym. Jego najważniejszą cechą jest znacząca zmiana samego znaczenia pojęcia „ świat”. Przez dominujący okres historii pokój oznaczał jedynie „ czasowy brak wojny”. Kiedy w 1913 roku mówiono, że między Francją a Niemcami panuje teraz pokój, sugerowano, że nie ma bezpośrednich starć między armią francuską i niemiecką – jednak wszyscy wiedzieli, że wojna między nimi może wybuchnąć w każdej chwili.
 
W ostatnich dziesięcioleciach „ pokój” zaczął oznaczać „ niemożliwość wojny”. Dla wielu krajów możliwość inwazji i podboju przez sąsiadów stała się prawie nie do pomyślenia. Mieszkam na Bliskim Wschodzie, więc doskonale wiem, że są wyjątki od tych trendów. Ale rozpoznawanie trendów jest tak samo ważne, jak umiejętność wskazywania wyjątków.
 
Nowy „ świat” nie był statystycznym fuksem ani hipisowską fantazją. Najwyraźniej znalazło to odzwierciedlenie w kalkulacji budżetów państwa z zimną krwią. W ostatnich dziesięcioleciach rządy na całym świecie czuły się wystarczająco bezpiecznie, aby wydawać średnio tylko około 6,5% swoich budżetów na wojsko, jednocześnie wydając znacznie więcej na edukację, opiekę zdrowotną i opiekę społeczną.
 
Zwykle przyjmujemy to za pewnik, ale jest to zaskakująca innowacja w historii ludzkości. Przez tysiące lat to właśnie wydatki wojskowe były największą pozycją w budżecie każdego księcia, chana, sułtana czy cesarza. Nie wydali prawie nic na edukację, opiekę medyczną czy opiekę społeczną.
 
„Upadek” wojen nie był wynikiem boskiego cudu ani zmiany praw natury. Doprowadziło to do tego, że ludzie zaczęli dokonywać lepszych wyborów. To chyba największe osiągnięcie polityczne i moralne współczesnej cywilizacji. Niestety fakt, że wynika to z wyboru człowieka, oznacza również, że taki trend może być odwracalny.
 
Technologia, ekonomia i kultura wciąż się zmieniają. Rozwój cyberbroni; gospodarka oparta na sztucznej inteligencji; a nowe kultury militarystyczne mogą doprowadzić do nowej ery wojen – gorszej niż wszystko, co widzieliśmy wcześniej. Aby cieszyć się światem, prawie wszyscy muszą dokonywać właściwych wyborów. I odwrotnie, nieudany wybór przynajmniej jednej strony może prowadzić do wojny.
 
Dlatego rosyjska inwazja na Ukrainę powinna ekscytować każdego człowieka na Ziemi. Jeśli potężne kraje znów staną się normą pożerania swoich słabszych sąsiadów, wpłynie to na samopoczucie i zachowanie ludzi na całym świecie. Pierwszym i najbardziej oczywistym skutkiem powrotu do prawa dżungli będzie gwałtowny wzrost wydatków wojskowych kosztem wszystkiego innego. Pieniądze, które powinny trafić do nauczycieli, pielęgniarek i pracowników socjalnych, trafią zamiast tego na czołgi, pociski i broń cybernetyczną.
 
Powrót do epoki dżungli osłabiłby również globalną współpracę w kwestiach takich jak zapobieganie katastrofalnym zmianom klimatu lub regulowanie destrukcyjnych technologii, takich jak sztuczna inteligencja i inżynieria genetyczna. Nie jest łatwo współpracować z krajami, które szykują się, by was zniszczyć. A w miarę jak zmiany klimatyczne i napędzany przez sztuczną inteligencję wyścig zbrojeń nasilają się, zagrożenie konfliktem zbrojnym będzie tylko rosło, tworząc błędne koło, które może zgubić nasz gatunek.
 
Wektor historii
 
Jeśli wierzysz, że historyczna zmiana jest niemożliwa, że ludzkość nigdy nie opuściła dżungli i nigdy z niej nie wyjdzie, pozostaje tylko jeden wybór: być drapieżnikiem lub ofiarą. Biorąc pod uwagę ten wybór, większość przywódców wolałaby przejść do historii jako drapieżcy alfa i dodać swoje nazwiska do ponurej listy zdobywców, których nieszczęśni studenci są skazani na zapamiętanie przed egzaminami z historii.
 
Ale może zmiana jest możliwa? Może prawo dżungli to wybór, a nie nieuchronność? Jeśli tak, to każdy przywódca, który zdecyduje się podbić sąsiada, zajmie szczególne miejsce w pamięci ludzkości – znacznie gorsze niż jakikolwiek zwykły Tamerlan. Do historii przejdzie jako człowiek, który zniszczył nasze największe osiągnięcie. Gdy tylko pomyśleliśmy, że wyszliśmy z dżungli, wyciągnął nas z powrotem.
 
Nie wiem, co będzie dalej na Ukrainie. Ale jako historyk wierzę w możliwość zmiany.  Nie sądzę, że to naiwność – to realizm. Jedyną stałą w historii ludzkości jest zmiana. I tego być może możemy się nauczyć od Ukraińców. Od pokoleń Ukraińcy znają tylko tyranię i przemoc. Wytrzymały dwa wieki carskiej autokracji ( ostatecznie upadł w kataklizmach I wojny światowej). Krótka próba odzyskania niepodległości została szybko zmiażdżona przez Armię Czerwoną, która przywróciła rządy rosyjskie. Wtedy Ukraińcy przeżyli straszny sztuczny Hołodomor, stalinowski terror, okupację nazistowską i dziesięciolecia miażdżącej komunistycznej dyktatury. Kiedy upadł Związek Radziecki, historia zdawała się przewidywać, że Ukraińcy pójdą ponownie drogą brutalnej tyranii – cóż jeszcze wiedzieli?
 
Ukraińcy wybrali jednak inną drogę. Wbrew historii, pomimo straszliwej biedy i przeszkód pozornie nie do pokonania, Ukraińcy zbudowali demokrację. Na Ukrainie, w przeciwieństwie do Rosji i Białorusi, kandydaci opozycji wielokrotnie zastępowali dotychczasowych prezydentów. W obliczu zagrożenia autokracją w latach 2004 i 2013 Ukraińcy dwukrotnie zbuntowali się w obronie swojej wolności. Ich demokracja jest czymś nowym. Tak samo jak nowa koncepcja „świata”. Obie są kruche i mogą nie trwać długo. Ale obie te koncepcje są prawdziwe i mogą się głęboko zakorzenić. Każda stara rzecz była kiedyś nowa. Wszystko sprowadza się do indywidualnego wyboru.
 
Tłumaczenie z tygodnika The Economist 
×