Zakupy
Promocje
Kontakt

Skontaktuj się z nami

Jeśli chcesz zadać nam konkretne pytanie, prześlij swoją wiadomość za pośrednictwem tego formularza.

Kontakt z nami

Legal notice
NPORTAL.no - BUSINESS LINK NORWAY


Oddział w Norwegii:
Karenslyst Alle 4,
0278 Oslo
Postboks 358,
0213 Oslo
Norway

Oddział w W. Brytanii:
71-75 Shelton Street,
Covent Garden,
London,WC2H 9JQ


Kontakt telefoniczny:
+ (47) 23 89 88 63


Kontakt mailowy:
reporter@nportal.no


Value Added identification number: NO819464332
Legally represented by the Vice Director Lukasz Jakubow Kedzierski
This legal notice extends to the social media profiles of NPORTAL.no

1000x150

Tagi: Norwegia , gwiazda , taniec , Skal vi danse

„Łzy są prawdziwe” – rozmowa z tancerką Ewą Trelą
Sylwia s

Sylwia Skorstad - |

Opublikowano: 2017-08-30 10:25:24 +0200

Polska tancerka Ewa Trela już po raz drugi wystąpi w norweskim Tańcu z Gwiazdami. W nadchodzącej edycji zatańczy w parze z Grundem Myhrerem. Nam opowiada, co dzieje się za kulisami programu.  

Sylwia Skorstad: 2 września w stacji TV2 startuje trzynasta edycja Skal vi danse. Kiedy zaczęliście przygotowania?

Ewa Trela: Rozpoczęliśmy 7 sierpnia. Na początku tancerze i ich partnerzy trenują razem po 3-4 godziny dziennie. Na tyle pozwala nam napięty grafik studia, w którym trenujemy. Po premierze wszystko nabiera szybkiego tempa, wtedy na przygotowanie jednego tańca mamy zaledwie kilka dni. Już w niedzielę rozpoczynamy trening, a wszystko musi być gotowe już do czwartku, kiedy to odbywa się próba generalna.

S. Skorstad: Co jest najbardziej ekscytujące  w byciu częścią tego programu?

E. Trela: Dla mnie najlepsza część to pełnienie roli nauczycielki tańca. Każdy tancerz dostaje pod swoje skrzydła „surowy materiał”. Od nas zależy, w jaki sposób spróbujemy osiągnąć cel, czyli sprawić, żeby ta druga osoba polubiła tańczyć. Jeśli wybierzemy odpowiednie podejście, po kilku tygodniach przyjdą spektakularne efekty. To daje satysfakcję trudną do porównania z czymś innym.

S. Skorstad: Jakie metody ty stosujesz?

E. Trela: Nie ma jednego złotego środka, staram się po prostu dopasowywać do sytuacji i partnera. Czasem trzeba być doradcą, czasem pocieszycielem, surowym nadzorcą lub opiekunem. Skal vi danse to ciężka praca i zadanie szczególnie obciążające emocjonalnie naszych partnerów, czyli celebrytów. Najczęściej są to ludzie o już ugruntowanej pozycji, pewni siebie w tym, co robią na co dzień. A tu nagle staje przed nimi zupełnie nowe wyzwanie. Ciężki fizyczny trening, surowa dyscyplina pracy i, co pewnie najważniejsze, fakt, że ludzie będą ich oceniać z zupełnie innej strony niż zwykle. Każda z gwiazd tego programu inaczej radzi sobie z presją. Już po kilku dniach zaczyna się prawdziwy ból. Łzy, jakie widzowie oglądają na ekranie, są prawdziwe, tam nikt nie udaje, bo nie ma no to czasu ani sił.

S. Skorstad: A co jest twoim zdaniem najtrudniejsze?

E. Trela: Nie ma rzeczy nie do przeskoczenia. Chodzi mi o to, że wszystko zależy od podejścia. Można by na przykład powiedzieć, iż robi się przykro, kiedy para odpada z programu. Ale wystarczy zrozumieć, na jakiej zasadzie to działa, by pogodzić się z faktem, iż jest to część całego show. W programach typu Skal vi danse nie zawsze wygrywa najlepszy. Dużo zależy od popularności danego celebryty, wrażenia, jakie robi na publiczności, jego osobowości, czy momentu, w jakim akurat znajduje się jego kariera. Zadaniem tancerzy jest dać z siebie wszystko i pamiętać, że to może nie wystarczyć do wygranej, bowiem w tej grze jest zbyt wiele czynników od nas niezależnych.

S. Skorstad: Czy partner do tańca jest przydzielany losowo, czy też masz jakiś wpływ na to, z kim wystąpisz?

E. Trela: Dobieraniem par oraz muzyki zajmuje się producent programu. Nie wiem, jakie są kryteria przydziału. W tym roku ja jestem najstarszą tancerką, a trafił mi się niemal najmłodszy z uczestników. Może pod uwagę brany jest wzrost, a może kryteria psychologiczne, trudno mi zgadnąć. Ja mogę się wykazać kreatywnością dopiero po przydzieleniu partnera. To od tancerza zależy w pełni rodzaj i forma treningu, nikt nie daje nam wskazówek, jak to mamy robić.

S. Skorstad: Jak wspominasz poprzednią edycję Skal vi danse?

E. Trela: To było bardzo pozytywne doświadczenie, nie spodziewałam się, że dostarczy mi aż tylu różnych emocji. Muszę przyznać, że na początku miałam spore obawy. Nie byłam pewna, czy dam sobie radę z językiem norweskim, ten element stresował mnie wtedy najbardziej. Z czasem okazało się, że odpowiednia motywacja czyni cuda i właściwie ze wszystkim można sobie poradzić. Dużo się nauczyłam, zdobyłam ciekawe doświadczenia, poznałam lepiej swoje mocne i słabe strony. Jednocześnie intensywna praca przy Skal vi danse pozwoliła mi oderwać się od trudnych myśli, jakie towarzyszyły wtedy mojej sytuacji rodzinnej. To była odskocznia, której potrzebowałam. Ten program wymaga poświęcenia 100% uwagi i cieszę się, że mogłam w nim wystapić akurat na tym etapie życia, na którym zrobił dużo dobrego.

S. Skorstad: Jak podchodzisz do faktu, że chociaż to wy, tancerze, macie umiejętności i doświadczenie, to pozostajecie w cieniu swoich partnerów?

E. Trela: Zupełnie naturalne, tak jest od początku zdefiniowana moja rola. Mało kto oglądałby taki show, gdyby występowali w nim tylko nikomu nie znani tancerze. Dostajemy to zadanie dzięki temu, że ktoś inny zdobył popularność. Oczywiście jest mi miło, gdy moje starania spotkają się uznaniem. Na przykład w zeszłym roku mój partner taneczny, Glenn Jensen, początkowo deklarował, że będzie trenował nie więcej niż 3 godziny dziennie. Pod koniec miałam wrażenie, że wolałby nie robić przerw nawet na spanie. Zrozumiałam, że naprawdę się zaangażował i czerpie frajdę z tego zajęcia. Odebrałam to jako komplement również dla mnie i mojej pracy.

S. Skorstad: Czego oczekujesz po występie w tej edycji?

E. Trela: Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie, bo niewiele mam oczekiwań. Dla mnie to wymarzona praca, więc już czuję się spełniona. Przez większą część życia inwestowałam w naukę tańca swój czas i środki, teraz mam szansę robić to, co kocham w ramach obowiązków zawodowych. Chciałabym, żeby po  zakonczeniu programu Grunde dobrze wspominał to doświadczenie, mam nadzieję, że uda mi się zaszczepić w nim miłość do tańca.

S. Skorstad: Liczysz na doping polskiej publiczności?

E. Trela: Byłoby mi miło, ale nie mam pod tym względem wygórowanych oczekiwań. Ostudziły je w tamtym roku kąśliwe komentarze rodaków w Internecie. Nieznani mi ludzie pisali, że „gwiazdorzę”. Czy miałam im tłumaczyć, że to po prostu moja praca? Jednakże nie zrażam się łatwo i nadal będę dawać z siebie wszystko. Polacy są największą grupą emigrantów w Norwegii, każdy oddany na mnie i Grundego głos będzie dla mnie ogromną satysfakcją. Taniec to moja pasja oraz zawód. Nie tańczę w Skal vi danse, żeby się pokazać na czerwonym dywanie, to jest mój kawałek chleba. Czuję się szczęściarą, bo dostaję mnóstwo wsparcia od znajomych i współpracowników. Otrzymałam urlop bezpłatny w pracy, moja szefowa podeszła do całego pomysłu z serdecznością i entuzjazmem. Koleżanki służą mi radą, kolega z Love Dance Help też od razu zaoferował pomoc. To bardzo miłe. Jeśli ktoś z was zechce mi kibicować, to będzie dodatkowy bonus, za który z góry dziękuję. Zapraszam też na mój profil na Instagramie

 

 

×