Zakupy
Promocje
Kontakt

Skontaktuj się z nami

Jeśli chcesz zadać nam konkretne pytanie, prześlij swoją wiadomość za pośrednictwem tego formularza.

Kontakt z nami

Legal notice
NPORTAL.no - BUSINESS LINK NORWAY


Oddział w Norwegii:
Karenslyst Alle 4,
0278 Oslo
Postboks 358,
0213 Oslo
Norway

Oddział w W. Brytanii:
71-75 Shelton Street,
Covent Garden,
London,WC2H 9JQ


Kontakt telefoniczny:
+ (47) 23 89 88 63


Kontakt mailowy:
reporter@nportal.no


Value Added identification number: NO819464332
Legally represented by the Vice Director Lukasz Jakubow Kedzierski
This legal notice extends to the social media profiles of NPORTAL.no

Ubezpieczenie dla firmy norwegia

Tagi: Norwegia , Barnevernet , dziecko , rodzina , Polonia , polacy w Norwegii , Bergen , adwokat , urząd ochrony praw dziecka

Rodzinna Trauma. Twarzą w Twarz z Barnevernet
Justyna kotowiecka nortal.no

JUSTYNA KOTOWIECKA - Bergen | Norwegia

Opublikowano: 2014-12-08 19:05:25 +0100

Urząd Ochrony Praw Dziecka - Barnevernet, to temat rzeka wywołujący wiele kontrowersji nie tylko wśród Polaków, ale i samych Norwegów. Nam w głowie nie mieści się fakt, iż dziecko należy do państwa, a nie do rodziców. Dodatkowo nie sposób ani intencji, ani sposobu pracy Barnevernet zrozumieć. Czasami mamy wrażenie, że Norwegia, kraj rozwinięty i bogaty jest miejscem wielu absurdalnych sprzeczności, a temat wychowywania dzieci budzi nadal wiele skrajnych emocji.


Jedno jest pewne – rozstania dzieci z rodzicami to przeważnie niezapomniana trauma dla wszystkich, a skaza psychiczna na sercach nie zabliźni się szybko, o ile w ogóle to nastąpi. Zwłaszcza gdy dołożymy do tego polskie dzieci i norweskie rodziny zastępcze. Z drugiej strony gdyby w Polsce powołano taki urząd, to ilość rodziców, którym odebrano by w trybie natychmiastowym dzieci mogłaby nas niemiło zaskoczyć.

Pod koniec października Katarzyna z Bergen zamieściła post w jednej z polonijnych grup z zapytaniem o pomoc. Napisała późnym wieczorem, gdy przestała już płakać. Jej dziecko rano ze szkoły zabrali urzędnicy Barnevernet. Wywołało to lawinę komentarzy, co jest w miarę zrozumiałe, albowiem temat budzi kontrowersje. Szukała pomocy i wsparcia kobiet, które miały podobne doświadczenia. Nic jednak z tego. Załamanej matce wystarczyłyby nawet słowa otuchy, by zebrać się w sobie i walczyć. Po kilku godzinach wykasowała jednak swój wpis. Matki, kobiety i rodaczki zrobiły z jej rodziny siedlisko patologii, bo przecież „nikt bez powodu nie zabiera dzieci”. Musiało „coś być”, zresztą co to za matka, która „w takiej sytuacji” siedzi na Facebooku?

Tydzień po zdarzeniu udało nam się skontaktować z mamą Jasia i na spokojnie porozmawiać, aby wyjaśnić całą sprawę.

NPORTAL.no: Kiedy dokładnie odebrano Twoje dziecko?

Katarzyna: Dziecko zostało zabrane 23 października, około 9:00 rano, ze szkoły.

NPORTAL.no: W jaki sposób o tym fakcie poinformowano?

Katarzyna: Dowiedziałam się telefonicznie, że dziecko jest przesłuchiwane na policji w obecności sędziego.

NPORTAL.no: Czy Barnevernet kontaktowało się z Tobą wcześniej i czy spodziewałaś się takiego zagrożenia?

Katarzyna: Tak. Wcześniej miałam spotkania z pracownikami tej instytucji. Podczas pierwszego kontaktu z Barnevernet byłam w ogólnym szoku, ponieważ wiedziałam z opowieści innych rodziców, że jak oni wkraczają, to dziecko zostaje odebrane. Szybko jednak wyjaśniono mi, że nie mam się czego bać. Bardzo sympatyczna pani powiedziała, że wcale tak nie jest, że to stereotyp, a odbiera się dzieci tylko i wyłącznie w wyjątkowych wypadkach. Zapewniła ze spokojem, że do odebrania dziecka daleka droga i że muszą być poważne zarzuty, aby to nastąpiło. Po kilku spotkaniach sprawa została umorzona. Pani kurator stwierdziła, że w naszej rodzinie nie ma nieprawidłowości. Zaproponowała mi również dalszą współpracę w senter for familieveiledning w Bergen i ogólne spotkania razem z pedagogami, psychologiem i z panią kurator z Barnevernet. Zgodziłam się na nie i brałam w nich udział.

Nie bałam się tego, że mogą odebrać mi dzieci, ponieważ nie miałam nic do ukrycia. Nadal nie mam. Jesteśmy normalną rodziną. Urząd ten zapewniał mnie wiele razy, że dziecko odbierają w ekstremalnych okolicznościach. To było dla mnie wystarczające zapewnienie, bo moja sytuacja nie była w żaden sposób ekstremalna, a wręcz przeciwnie. Poza tym liczyłam na to, że jeśli cokolwiek by się stało lub byłyby jakieś nieprawidłowości, to zostanę niezwłocznie powiadomiona.

NPORTAL.no:  Jakim dzieckiem jest Jaś?

Katarzyna: Jest otwarty, radosny, energiczne, mądry. Syn jest bardzo związany z rodziną, uwielbia się przytulać, okazuje swoje uczucia i ma zawsze dużo do powiedzenia. Jest dziewięciolatkiem i jak każde dziecko w jego wieku ma swoje chwile buntu, kiedy się denerwuje lub kłamie, ale zawsze, gdy zrozumie błąd przychodzi, przeprasza i mówi prawdę.

NPORTAL.no:  Czy Jaś jest jedynakiem?

Katarzyna: Mam jeszcze 14-letnią córkę.

NPORTAL.no:  Czy ją także odebrano i umieszczono w rodzinie zastępczej?

Katarzyna: Nie, córka jest w domu i bardzo przeżywa fakt, że odebrano jej brata.
 
NPORTAL.no:  Czy w takim razie córkę również przesłuchiwano?

Katarzyna: Nie, córka nie była przesłuchiwana ani w szkole, ani w samym urzędzie, pomimo że o to prosiłam i zostało to obiecane. Córka mówi płynnie po norwesku, zaś Jaś ma duże problemy z językiem i niewiele rozumie, a jego przesłuchiwano bez udziału tłumacza.

NPORTAL.no:  Czy przedstawiono Ci jakieś konkretne zarzuty?

Katarzyna: Mnie jako matce nie przedstawiono żadnych zarzutów oprócz tego, że wmówiono mi, że się nie interesuję synem. Rozmowa, na postawie której to stwierdzono została przeprowadzona i spisana w dniu, kiedy odebrano mi dziecko. Byłam w totalnym szoku. Załamana. Świat w jednej sekundzie mi się zawalił. Myślałam tylko i wyłącznie o tym jak Jaś musi się czuć zagubiony i samotny. Moje słowa i reakcje zostały ukazane tak, że ostatecznie użyto ich przeciwko mnie. Byłam zła. Roztrzęsiona.

Zarzuty usłyszał ojczym Jasia. Niestety nie mają one żadnej podstawy, a dotyczą przemocy w domu w stosunku do dziecka jak i do mnie. Wcześniej nikt mnie nie poinformował, że takie zarzuty istnieją. O wszystkim dowiedziałam się w chwili, kiedy odebrano mi syna

NPORTAL.no:  Czy poinformowano Cię jakie warunki musisz spełnić, aby odzyskać Jasia i kiedy to się stanie?

Katarzyna: Tak, powiedzieli mi w dniu, kiedy zabrali dziecko, że mój partner ma się wyprowadzić z domu natychmiastowo – wtedy oddadzą mi dziecko. Moim naturalnym i jak się okazało bardzo błędnym w tej sytuacji pytaniem było: Dokąd ma się wyprowadzić? Nie dostałam odpowiedzi. Co więcej, na podstawie tego wywnioskowali, że ja nie wierzę dziecku, tylko partnerowi. To mnie przekreśliło jako dobrą matkę.

Na przesłuchaniu partnera oraz dziecka był adwokat, który siedział z Jasiem. Poinformował, że dziecko odwołało swoje słowa i że w domu nie ma przemocy. Po tym adwokat poinformował mojego partnera, że ja muszę się wyprowadzić do Krisesenter lub zastępczej rodziny na okres jego wyprowadzki z domu. Prawnik powiedział, że popołudniu odzyskam dziecko. Barnevernet wysłało mi SMS-a, że mam przyjść o godzinie 15:00 z ubraniami dziecka. Zabrałam dosłownie kilka rzeczy na dzień, dwa. Nie sądziłam, że to wszystko się tak potoczy.

Pojechaliśmy. Na spotkaniu mój partner od razu powiedział, że może się wyprowadzić, ale to już nie miało znaczenia, bo jak usłyszałam ''za późno na taką odpowiedź''. Kazali nam czekać 10 minut. Byłam święcie przekonana, że zaraz uściskam dziecko, bo przecież ojczym zgodził się na opuszczenie naszego wspólnego mieszkania. Wtedy rozegrał się dramat, bo urzędnicy przyszli i stwierdzili, że jednak dziecko odbierają i przewożą do rodziny zastępczej.

Gdy padło pytanie, na jakiej podstawie dziecko zostało zatrzymane, Barnevernet stwierdziło, że nie będzie z nami dyskutować, bo tłumacz nie ma na to czasu. Wtedy mój partner nie wytrzymał, wstał i zapytał się, czy Jaś to przedmiot, który można po prostu zabrać? Na tej podstawie zarzucono mu agresję. Padło też stwierdzenie, że jest nieczułym i obojętnym człowiekiem, bo wchodząc na przesłuchanie nie zapytał się o samopoczucie dziecka.

NPORTAL.no:  Czy wiesz gdzie obecnie przebywa Jaś?

Katarzyna: Nie wiem, bo nie znam adresu. Wiem tylko, że w norweskiej rodzinie zastępczej.

NPORTAL.no: Skoro nie postawiono Tobie zarzutów, to czy widziałaś się z synem? Jeśli tak, to jak to spotkanie wyglądało?

Katarzyna: O 15:00, w dniu kiedy odebrano mi dziecko, miałam spotkanie z Barnevernet. Rozmawiałam z nimi. Przeczytano mi również pismo wyjaśniające, dlaczego zabierają dziecko. Okazało się, że nie mogę zapewnić mu wystarczającej emocjonalnej opieki. Syna widziałam 15 minut, ponieważ tłumacz znów nie miał czasu. Dziecko było zapłakane, przytuliło się do mnie i pytało, kiedy wróci do domu. Musiałam ukrywać swoje emocje i mówić mu, że wyjeżdża teraz na wakacje do Norwegów. Zapewniałam go, że wszystko będzie dobrze i mówiłam, wciąż powtarzałam, że bardzo, ale to bardzo go kocham.

Po kwadransie kazali mi wyjść pierwszej, ponieważ powiedzieli, że wiedzą, iż na dole czeka mój partner, który nie może widzieć się z dzieckiem. Dziecko trzykrotne dopytywało się, dlaczego nie może zobaczyć ojczyma – urzędnicy nic nie odpowiedzieli.

NPORTAL.no: Czy po takich przejściach i doświadczeniach chciałabyś coś przekazać naszym czytelnikom. Dać im jakąś dobrą radę lub przed czymś ostrzec? Czy mam jakieś rady dla polskich rodziców?

Katarzyna: Tak. Chciałabym powiedzieć, że człowiek nigdy nie zna dnia ani godziny, kiedy może stracić dziecko. Żyjąc w domu, gdzie rodzic sądzi, że dziecko ma wszystko zapewnione, gdzie dba się o normalny rozwój, jedzenie, czyste ubrania oraz okazuje się wiele czułości i miłości, człowiek nie spodziewa się, że nagle padną oskarżenia o przemoc, która tak naprawdę nie ma miejsca.

Naszym zadaniem jako rodziców jest zapewnienie dziecku bezpieczeństwa, to dla mnie zawsze było podstawą. Radzę rodzicom, by trzymali się jak najdalej od wszystkiego, co dotyczy Barnevernet. Człowiek słucha rożnych rzeczy na ich temat, ale nigdy nie spodziewałby się, że kiedykolwiek będzie to jego dotyczyć. Oni niespodziewanie wkraczają do domu i będą walczyć do ostatniego tchu o dziecko. Rodzina dla nich nie jest święta. Nasz normalny sposób wychowania dziecka jest dla nich niezrozumiały, podczas gdy dla nas jest on czymś zwyczajnym. Przecież żaden normalny rodzic nie chce dla dziecka źle.

NPORTAL.no: Jak oceniasz pracę Barnevernet?

Katarzyna: Rodzice oraz dzieci są manipulowani przez instytujce, a przede wszystkim rodzina zostaje skrzywdzona. Maluchy przeżywają traumę, a rodzice totalną bezradność. Wypuszczasz dziecko do szkoły, dziecko nie wraca i nie wiesz, gdzie jest, a na pytanie dlaczego nie dostajesz odpowiedzi. Pytam się zatem, gdzie jest ta profesjonalna pomoc, która ma wesprzeć rodzinę w normalnym funkcjonowaniu? Dziecko zostaje w najbardziej brutalny sposób wyrwane z rąk matki. Nie da się tego opisać słowami i nie życzę nikomu takich przeżyć.

*** Miesiąc później

*
Dziś Jasio jest już od ponad miesiąca w domu. Wrócił po dwóch tygodniach. Jak mówi jego mama, dziecko nie rozpamiętuje tej sytuacji. Chodzi do szkoły i w towarzystwie matki na spotkania zalecone przez Barnevernet. Nie opuszczają żadnych wizyt. Chłopiec został oddany w chwili, gdy zostały spełnione warunki postawione przez urząd.

*
NPORTAL.no:  Czy spodziewałaś się takiego obrotu sprawy i tak szybkiego jej zakończenia?

Katarzyna: Podświadomie wiedziałam, że wszystko się skończy dobrze. Nie dopuszczałam do siebie żadnej innej myśli, choć to było bardzo trudne.

NPORTAL.no: Teraz po miesiącu, gdy opadły emocje, jaki masz stosunek do tego wydarzenia?

Katarzyna: Wiem, że my nie popełniliśmy żadnego błędu. Dziś widzę, jak bardzo ważny jest dobry dialog z urzędem. Rozmowa. Na nic się nie zdadzą pretensje. Krzyki i płacze. Trzeba wysłuchać drugiej strony i upewnić się, że my jesteśmy dobrze zrozumiani. W mojej sprawie na samym początku mieliśmy sporo problemów z tłumaczem. Przykro mówić, ale Polak Polakowi jest największym wrogiem. To się chyba nigdy nie zmieni. Wiele przykrego mnie spotkało ze strony rodaków. Najpierw oczerniono mnie na Facebooku. Musiałam wykasować post, bo zrobiono ze mnie wyrodną matkę. Jedna mądrzejsza od drugiej, a w sercu pełno nienawiści. Prywatnie odezwało się jednak do mnie kilka kobiet, które przeżywały i nadal przeżywają podobny dramat. To jedyny plus.

NPORTAL.no: Mówisz, że rozmowa jest najważniejsza. Czy to oznacza, że można się dogadać z Barnevernet?

Katarzyna: Dogadać to duże słowo. Oni nie idą na żadne ustępstwa, ale też – i to jest ważne – kierują się dobrem dziecka. Po pewnym czasie zrozumieli, że dziecko nie było bite, jednak mój partner musiał się wyprowadzić, aby Jaś wrócił do domu. Tak jak wspomniałam, bardzo ważną rolę odgrywa tu tłumacz i istotne jest każde słowo. Niekompetencja osoby tłumaczącej może doprowadzić do prawdziwej tragedii.

NPORTAL.no: Czy nie przyszło tobie na myśl po odzyskaniu syna, aby natychmiast się spakować i wyjechać do Polski?

Katarzyna: Nie. Absolutnie. Nie jestem przestępcą, a moja rodzina nie jest patologiczna. Wiem, że wszystko powoli się poukłada i będziemy wszyscy żyli szczęśliwie. Ucieczka to przyznanie się do winy, a my nic nie zrobiliśmy. Norwegia jest naszym domem i tu jest nasze miejsce.

NPORTAL.no: Cieszymy się, że wszystko się wyjaśniło. Zbliżają się jedne z ważniejszych rodzinnych świąt, życzymy, abyście spędzili je w spokoju i w komplecie.

Katarzyna: Dziękuję. Sobie życzę tego samego. Miłości i spokoju.

Uwaga! Na prośbę rodziny zostały zmienione imiona.

N PRESS | POLMEDIA (reporter@nportal.no)

Copyright © 2014 N PRESS | POLMEDIA. Wszelkie prawa zastrzeżone / All rights reserved

Ksiegowy reiwzor norwegia
×