Zakupy
Promocje
Kontakt

Skontaktuj się z nami

Jeśli chcesz zadać nam konkretne pytanie, prześlij swoją wiadomość za pośrednictwem tego formularza.

Kontakt z nami

Legal notice
NPORTAL.no - BUSINESS LINK NORWAY


Oddział w Norwegii:
Karenslyst Alle 4,
0278 Oslo
Postboks 358,
0213 Oslo
Norway

Oddział w W. Brytanii:
71-75 Shelton Street,
Covent Garden,
London,WC2H 9JQ


Kontakt telefoniczny:
+ (47) 23 89 88 63


Kontakt mailowy:
reporter@nportal.no


Value Added identification number: NO819464332
Legally represented by the Vice Director Lukasz Jakubow Kedzierski
This legal notice extends to the social media profiles of NPORTAL.no

Ubezpieczenie dla firmy norwegia

Tagi: Norwegia , Oslo , nauka , dziecko , dzieci , język , edukacja , PISA , szkoła norweska , norsk , (Pedagogisk-Psykologisk Tjeneste , nauczanie , wychowanie , Nittedal , morsmål , lærer , innføringsgruppa

Polskie Dziecko w Norweskiej Szkole. Część 2
Marta maryon tomczyk

MARTA TOMCZYK MARYON - Oslo | Norwegia

Opublikowano: 2014-01-30 11:38:51 +0100

Polscy uczniowie są zdolni i ambitni. Mimo ogromnego obciążenia i dużych wymagań, nieprawdopodobnie szybko się uczą i ciężko pracują. Chwilami zastanawiam się, ilu z nas, dorosłych byłoby w stanie temu sprostać?


Innføringsgruppa


W szkole, gdzie pracuję jako morsmålærer jest pięcioro polskich uczniów. Troje przyjechało do Norwegii w sierpniu tego roku, pozostali mieszkają tu drugi rok. Wsparcie dostają przede wszystkim nowo przybyli. „Starzy” muszą się zadowolić tylko moją pomocą i samodzielną nauką języka. Dodatkowa nauka norweskiego tzw. Norsk 2 przysługuje tylko przez pierwszy rok (oczywiście dotyczy, to miejsca, w którym pracuję, w innych szkołach ten czas może być krótszy lub dłuższy).

Wszyscy moi uczniowie trafili od razu do normalnych norweskich klas. W innføringsgruppa, czyli grupie wprowadzającej, którą tworzą dzieci z innych krajów, są prowadzone tylko lekcje z dodatkowego norweskiego. Zajęcia te, jak już pisałam w pierwszej części artykułu, odbywają się w ramach lekcji szkolnych. Uczniowie są więc zwalniani z niektórych przedmiotów. Innføringsgruppa jest kolorowa i wielokulturowa. Uczniowie chwalą sobie te zajęcia i lubią na nie chodzić. Czasem tylko narzekają, że kiedy zjawia się nowy uczeń, często w ciągu roku szkolnego, to utykają z materiałem, bo trzeba go we wszystko wprowadzić.

Przeciętny szkolny dzień moich uczniów wygląda w ten sposób, że jedną lub dwie lekcje spędzają w innføringsgruppa, a pozostałe trzy, cztery na normalnych lekcjach w norweskiej klasie.

Morsmålærer – nauczyciel do zadań specjalnych

Moja rola polega na pomocy im w pierwszym okresie pobytu w Norwegii. Przyznam, że gdy zrozumiałam ich trudną sytuację, a także moją funkcję, to złapałam się za głowę i pomyślałam, że mam przed sobą zadanie niewykonalne, coś jakbym miała odtańczyć kankana w pełnej zbroi turniejowej.

Oto mam przed sobą uczniów, którzy w ogóle nie znając języka, uczestniczą w większości lekcji w norweskiej klasie. I jakkolwiek są traktowani przez nauczycieli ulgowo, to jednak wymaga się, aby w miarę możliwości nadążali za klasą, pracowali w grupach, robili ćwiczenia na lekcji, rozwiązywali zadania domowe. Szkoła życzy sobie także, aby byli socjalni i nawiązywali kontakty ze swoimi norweskimi kolegami. Niektórzy nauczyciele patrzą więc krzywo na to, że przerwy spędzają w swoim polskim gronie.

Do tego wszystkiego zostałam zatrudniona na 50 proc. etatu, co w praktyce przekłada się na trzy godziny dla każdego dziecka tygodniowo. Mam uczniów na wszystkich trzech poziomach, więc pracuję z materiałem klasy 8, 9 i 10. Przez pierwsze dwa tygodnie siedziałam z każdym z uczniów na lekcji (owe trzy godziny w tygodniu), starając się tłumaczyć na bieżąco, to, co mówi nauczyciel, a także teksty książek lub ćwiczeń wykorzystywanych na lekcji. Wkrótce zrozumiałam jednak, że najlepiej by było, abym stała się jak bohaterka Harry’ego Pottera, Hermiona Granger, która opanowała do perfekcji trudną sztukę bilokacji, czyli bycia w dwóch miejscach równocześnie.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Polskie Dziecko w Norweskiej Szkole. Część 1

Powinnam zarówno siedzieć i na lekcji, jak i pracować z uczniem samodzielnie, tłumacząc naprawdę trudne słownictwo z fizyki lub biologii. Zaczęłam więc stosować taktykę (kontynuuję ją do dzisiaj), i oceniać sytuację na początku lekcji, szybko ważyć na szali, z czego uczeń będzie miał większą korzyść, czy lepiej w danym dniu pracować w klasie, czy indywidualnie. Na szczęście dyrekcja szkoły pozostawiła mi wolną rękę w dysponowaniu czasem pracy, a nauczyciele nieraz mi pomagają i sami informują, o tym, co będzie się działo na lekcji.

Trudności i sukcesy

Nastawienie norweskiej szkoły i nauczycieli do uczniów zagranicznych jest pozytywne. Pomoc, którą otrzymują jest bardzo konkretna i znacząca. Ale z drugiej strony muszę zaznaczyć, że polscy uczniowie nie są traktowani w sposób wyjątkowy. Nauczyciele robią, to, co trzeba, wykonują swoje obowiązki. Większość z nich nie robi nic więcej. Niektórzy nie chcą np. wystawiać ocen i tym samym brać jakiejkolwiek odpowiedzialności. Ale czy może być inaczej, skoro mają w każdej klasie ponad 20 uczniów i uczą kilka klas? A może wyjaśnienie tkwi raczej w norweskim podejściu do pracy i odpowiedzialności? To jednak temat na inny artykuł.

Polscy uczniowie piszą wszystkie sprawdziany z przedmiotów ścisłych, które tłumaczę. Są aktywni na lekcjach, wymagających pracy w grupach np. przy przygotowywaniu różnych projektów, których w szkole norweskiej jest sporo. Od jakiegoś czasu robią prezentacje, czyli krótkie wystąpienia przed całą klasą. Są w stanie komunikować się na prostym poziomie, z norweskimi kolegami i nauczycielami. Gdy czytamy norweskie podręczniki zdumiewa mnie jak coraz więcej rozumieją. Wszystko to po zaledwie czterech miesiącach od przyjazdu!

Okłamywałabym się, gdybym sobie przypisała tę zasługę. Prawda jest taka, że sami na to zapracowali. Są zdolni i ambitni. Mimo ogromnego obciążenia i dużych wymagań, nieprawdopodobnie szybko się uczą i ciężko pracują. Chwilami zastanawiam się, ilu z nas, dorosłych byłoby w stanie zrobić tak spektakularne postępy?

Polscy uczniowie na tle poziomu szkoły norweskiej prezentują się bardzo dobrze. W matematyce, biologii, chemii, fizyce są lepsi niż większość ich norweskich kolegów, co przekonuje mnie, że publikowane ostatnio wyniki badań potwierdzające szybki awans polskich uczniów w testach PISA, są jak najbardziej zasłużone. Natomiast zdecydowanie poniżej norweskiego poziomu, sytuują się z językiem angielskim. W tej kwestii jest jeszcze trochę do zrobienia w polskiej edukacji.

Polscy uczniowie z każdym dniem, tygodniem mają się lepiej. Coraz lepiej mówią po norwesku. Jest to dalekie od swobodnej komunikacji, ale daje możliwość zaznaczenia swojej obecności. To już coś. Powoli pozbywają się zmęczenia, bólów głowy i stresu.

Na szczęście dostają wsparcie w domu. Większość rodziców zaczyna się w tym samym czasie uczyć języka. To bardzo ważne dla obu stron, ze względów psychologicznych i praktycznych. Wspólna nauka norweskiego (chciałabym zapisać wspólna niedola) buduje, poprzez nowe doświadczenie, silne więzi między rodzicami a dzieckiem. To dobra inwestycja na przyszłość. Jeśli dziecko zna język norweski a rodzice nie, dochodzi nieraz do bardzo trudnych sytuacji, ale to znowu temat na inny tekst.

Jestem pewna, że większość polskich uczniów jest w stanie skończyć studia w Norwegii i znaleźć dobrą pracę. Ale tylko oni i ich rodzice będą wiedzieć, ile wysiłku i stresu ich to kosztowało. Może jeszcze ja, trochę. Pracuję przecież tylko na 50 proc. etatu.

Marta Tomczyk Maryon | POLMEDIA (reporter@nportal.no

Copyright © 2014 N PRESS | POLMEDIA. Wszelkie prawa zastrzeżone / All rights reserved
Bilety do kopenhagi2
×