Zakupy
Kontakt

Skontaktuj się z nami

Jeśli chcesz zadać nam konkretne pytanie, prześlij swoją wiadomość za pośrednictwem tego formularza.

Kontakt z nami

Legal notice
NPORTAL.no - BUSINESS LINK NORWAY


Oddział w Norwegii:
Karenslyst Alle 4,
0278 Oslo
Postboks 358,
0213 Oslo
Norway

Oddział w W. Brytanii:
71-75 Shelton Street,
Covent Garden,
London,WC2H 9JQ


Kontakt telefoniczny:
+ (47) 23 89 88 63


Kontakt mailowy:
reporter@nportal.no


Value Added identification number: NO819464332
Legally represented by the Vice Director Lukasz Jakubow Kedzierski
This legal notice extends to the social media profiles of NPORTAL.no

N26 card neobank norway norwegia

Tagi: Norwegia , UE , Polonia , polacy w Norwegii , NRK , badanie , Edith Stylo , FAFO , Aftenposten , rynek pracy , integracja , Norge , migranci , Polakker i Norge , disapora , mojanorwegia.pl , Polish Connection , Aleksandra Janaczyk , Borys Borowski , seminarium , dr Jakub Godzimirski , Ingrid Brekke , dr Jon Horgen Friber , The Young Polish Norwegian Professionals Association - UCI , IMDi , Timothy Szlachetko , Ny i Norge

„Polakker i Norge": Jak Bardzo Obraz Polski i Polskiej Diaspory Nie Tylko w Norwegii Zmienia Się?
Lukasz kedzierkski nportal.no

ŁUKASZ J.KĘDZIERSKI - Oslo | Norwegia

Opublikowano: 2013-10-20 20:27:31 +0200

Charakter migracji zmienia się i zwalnia, a Polacy coraz częściej decydują się, by ich stałym miejscem zamieszkania była Norwegia. Ale niestety państwu norweskiemu nie zależy na pełnej integracji pracowników z „nowej” Unii ze społeczeństwem. Są raczej traktowani jako dodatkowe zasoby potrzebne do pokrycia tymczasowego zapotrzebowania na rynku pracy. Ci migranci mają funkcjonować według pewnych standardów, tak aby nie szkodzili norweskiemu modelowi pracy, nie przyczyniali się do zaniżania dochodów państwa pochodzących z podatków. A najlepiej to, żeby nie obciążali systemu świadczeń społecznych - takie wnioski na temat "Nowej Fali Imigracji" do Norwegii można wyciągnąć, z pierwszego seminarium naukowego - zatytułowanego


Do kraju fiordów


Dziewięć lat po przystąpieniu do Unii Europejskiej i Europejskiego Obszaru Gospodarczego(EOG), Polska i Polacy są rozmaicie postrzegani przez pozostałych mieszkańców Wspólnoty. Wpływ na to ma nie tylko polska polityka zagraniczna, ale także obecność naszych obywateli w innych krajach członkowskich. Jednym z państw, do których po 2004 roku przybyła znacząca grupa Polaków, jest też Norwegia. Zgodnie z oficjalnymi statystykami Centralnego Biura Statystycznego SSB, Polscy obywatele są największą grupą nowych migrantów w tym kraju i stanowią 77 tys. Liczby te jednak często się zmieniają i według Konsulatu RP w Oslo, jest to nawet ponad 100 tys.

Norwegia od już lat, jest największym wśród krajów skandynawskich odbiorcą pracowników z byłego bloku wschodniego. Jest to powiązane z ogromnym rozwojem gospodarczym tego kraju wynikającym z bogatych zasobów naturalnych oraz bardzo dobrze rozwiniętego przemysłu stoczniowego i rybnego, jak i niskiej demografii. Dla porównania Dania, Szwecja, Islandia i Finlandia zanotowały razem w latach 2004-2008 poniżej 80 tysięcy wydanych pierwszych pozwoleń na pracę lub pobyt dla obywateli pochodzących z krajów „nowej” Unii.

„Polakker i Norge"

15 października 2013 w Oslo po raz pierwszy odbyło się seminarium naukowe - zatytułowane „Polakker i Norge", organizowane przez zespół portalu "MojaNorwegia.pl" i renomowany w Oslo Instytutu Badań Społecznych "Fafo". Wydarzenie, w którym zasiedli przedstawiciele norwescy i polscy poprowadziła, była dziennikarka nadawcy telewizyjno-radiowego NRK, Agnieszka Bryn. Wszyscy uczestnicy spotkania jednomyślnie potwierdzili, że takie inicjatywy są bardzo potrzebne.

W pierwszej część seminarium Aleksandra Janaczyk, socjolog z Uniwersytetu w Gdańsku na stałe mieszkająca w Norwegii, przedstawiła wyniki swoich badań przeprowadzonych wśród 1000 użytkowników portalu "MojaNorwegia.pl". Raport był zaskakujący, ponieważ pokazał zupełnie inny obraz "Polaka w Norwegii" niż opisują go lokalne media i sami mieszkańcy Królestwa.

Socjolog, Aleksandra Janaczyk. (Foto: Krzytof Rojewski/PoloniaMedia)

Według badania Janaczyk, tylko 10 proc. ankietowanych odpowiedziało, że wogóle nie mówi po norwesku, a 6 proc. zupełnie nie jest zintegrowana z lokalnym społeczeństwem. Więcej niż połowa z nich uczestniczy w życiu kulturalnym, a 3 proc. prowadzi własną działalność gospodarczą. Prawie 50 proc. w Norwegii mieszka już od 1-5 lat, a 38 proc. badanych w kraju chce zostać na stałe.
Obraz Polski i Polaków za granicą

Następnie w panelu dyskusyjnym zasiedli: Starszy naukowiec w Norweskim Instytucie Spraw Zagranicznych (NUPI), dr Jakub Godzimirski i była korespondentka norweskiego dziennika Aftenposten w Berlinie, Ingrid Brekke.
Obraz Polaków i Polski nie tylko w Norwegii zmienia się - uważa Ingrid Brekke.
Brekke w Niemczech spędziła cztery lata. I tam mogła bardziej przyjrzeć się międzynarodowej pozycji Polski jak i stosunkom z krajami UE i Niemcami, które są wyraźnie mocne. Korzystając z okazji wiele razy mogła gościć w naszym kraju i bardziej poznać jego mieszkańców.

Z punktu widzenia Niemców czy Norwegów, Polacy postrzegani są za bardzo religijnych i bardzo pracowitych - mówi Brekke, która Warszawę nazywa nowoczesnym Berlinem.
Zauważa też, że środki finansowe otrzymywane z funduszy UE, Polska wykorzystuje bardzo dobrze.

Dr Jakub Godzimirski zwrócił uwagę, że pozytywnie wizerunek Polski i Polaków zmienia się już od prawie dwóch dekad. Do tych zmian można zaliczyć debatę wokół umowy o współpracy gospodarczej, która reguluje stosunki Norwegii z Unią Europejską. Polska jest członkiem Unii, a Norwegia należy do Europejskiego Obszaru Gospodarczego (EOG), powiązanego z UE na zasadzie strefy wolnego handlu. Razem należymy do NATO.

Biorąc pod uwagę tempo, w jakim rozwijają się stosunki gospodarcze, handlowe, projekty kulturalne i relacje osobiste pomiędzy Polską i Norwegią, widać wyraźnie, że polska diaspora ma duży potencjał do wyrażania swojej opinii. Jego zdaniem dziesiątki tysięcy osób, którzy mieszkają w Norwegii na stałe, mogą stworzyć grupę politycznego lobbingu.

Godzimirski opracował dla norweskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych raport, dotyczący dynamiki zaangażowania wewnątrz zagranicznych społeczności, które zaczynają funkcjonować w polityce zagranicznej państw, w których żyją. W Norwegii jest to zjawisko stosunkowo nowe.

Polaków się boimy!

Witamy imigrantów zarobkowych z Polski na rynku pracy, ale w nie społeczeństwie. Norwegowie nie są już w stanie zatrzymać wszystkich imigrantów na dłuższy czas. Państwu norweskiemu nie zależy wcale na pełnej integracji pracowników z „nowej” Unii ze społeczeństwem. Są raczej traktowani jako dodatkowe zasoby potrzebne do pokrycia tymczasowego zapotrzebowania na rynku pracy. Ci migranci mają funkcjonować według pewnych standardów, tak aby nie szkodzili norweskiemu modelowi pracy, nie przyczyniali się do zaniżania dochodów państwa pochodzących z podatków i najlepiej nie obciążali systemu świadczeń społecznych - tak migrację do Norwegii ocenia naukowiec z renomowanego Instytutu Badań Społecznych Fafo, dr Jon Horgen Friberg.
Zdaniem Friberga pracownicy z Polski stoją przed innymi wyzwaniami niż reszta emigrantów i są one ściśle związane z uzyskaniem pełni praw na rynku pracy. Jak twierdzi, pomimo to, że emigranci zarobkowi mają większe płace w Norwegii niż w swojej ojczyźnie, to są oni w większości narażeni na wykorzystywanie ze strony pracodawców. Dlatego też jakakolwiek polityka integracyjna skierowana na tę grupę odbiorców powinna opierać się na regulacji płac i warunków pracy, przestrzeganiu zasad BHP, lepszym dostępie do informacji, usług służb zdrowia i świadczeń.
Dr Jon Horgen Friberg. (Foto: Krzysztof Rojewski/PoloniaMedia)
Dr Jon Horgen Friberg w swojej pracy doktoranckiej "Polski pracownik w Norwegii" przypomina, że rozszerzeniu Unii Europejskiej towarzyszył strach przed biednymi emigrantami ze wschodniej Europy, którzy czekali tylko, aby przyjechać do Norwegii i wykorzystać wszystkie możliwości, jakie daje państwo opiekuńcze. Autor podkreśla jednak, że prognozy te całkowicie się nie sprawdziły i to emigranci stali się grupą, z której pracy zaczęto czerpać ogromne korzyści. Dążąc do redukcji kosztów, część pracodawców norweskich łamie prawa pracownicze emigrantów, zmuszając ich często do życia na marginesie społecznym.

Stereotypy

Polacy padają też często ofiarą stereotypów, przesądów i podkreślania różnic kulturowych. Przynależność narodowa łączona jest przez wielu pracodawców z pewnymi zdolnościami i predyspozycjami do określonych rodzajów pracy. Takie uproszczenia szybko stają się samospełniającą się przepowiednią, krępującą swobodę ruchów pracowników z Polski.

Nie jest tak, jak chciałoby to widzieć wiele osób, że imigranci zarobkowi po prostu znikną, kiedy nie będziemy ich już potrzebować. Być może firmy importują "siłę roboczą", ale tym, kto przyjeżdża, są to ludzie. Nie zatrudnia się dwóch rąk, ale człowieka - uważa Friberg.
Dumping socjalny jest uznawany przez władze norweskie jako równie szkodliwy dla pracowników i przedsiębiorców norweskich, ponieważ przyczynia się do nieuczciwej konkurencji i prowadzi do przestępczości ekonomicznej. Dumpingiem socjalnym są objęci w szczególności Polacy, którzy wynoszą największy procent emigracji zarobkowej.

W Norwegii panuje bardzo wyraźny podział na emigrację z powodów politycznych lub pochodzącą z łączenia rodzin oraz emigrację zarobkową. Głównym założeniem polityki integracyjnej wobec tej pierwszej grupy, która jeszcze do 2006 roku stanowiła większość wśród ogółu emigrantów, jest zapewnienie im udziału na rynku pracy. Według rządu norweskiego poprzez pracę człowiek jest w stanie utrzymać siebie i rodzinę, zdobyć nowych przyjaciół, zapoznać się z inną kulturą i poczuć się częścią nowego społeczeństwa.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Nie mówią po norwesku, bo nie muszą - Nie integrują się, bo nie chcą

Cel ten miał być zrealizowany między innymi poprzez ustanowienie „Introduksjonsloven”, dzięki któremu w 2005 roku przyznano emigrantom prawo i obowiązek do nauki języka norweskiego i wiedzy o społeczeństwie w wymiarze 300 godzin. Ustawa ta obejmuje jednak tylko 20 proc. ogólnej liczby emigrantów. Robotnicy spoza Unii mają nie tylko prawo, ale obowiązek do podjęcia danego kursu, jeżeli chcą ubiegać się o pozwolenie na osiedlenie się. Natomiast pracownicy z Unii Europejskiej, w tym Polacy, w związku z dyrektywą unijną o wolnym przepływie usług, nie mogą być objęci powyższym rozporządzeniem, gdyż według władz norweskich działałoby to hamująco na wolność rynku i sami muszą pokryć koszty nauki. Gminy i pracodawcy mogą jednak sami zadecydować, czy chcą zaoferować darmowe nauczanie.

Dobrze w Norwegii

Podsumowując warunki życia i pracy Polaków w Norwegii, które często zależą od kanału rekrutacji, a następnie formy zatrudnienia, należałoby zaprezentować klasyfikację emigrantów zarobkowych według  dr Jona H. Friberga, który rozróżnia cztery kategorie polskich pracowników.

Do pierwszej kategorii należy tzw. zintegrowany Polak – posiada on legalną pracę u norweskiego pracodawcy i sprowadził lub planuje sprowadzić tutaj rodzinę. Osoby te zaciągają pożyczki w Norwegii na kupno mieszkania, samochodu, uczą się języków i nie przesyłają pieniędzy do Polski. Są one też bardzo wyczulone na sposób traktowania swoich rodaków. Następnie wyróżniamy legalnych pracowników sezonowych, którzy przyjeżdżają tu na krótszy okres i zarabiają pieniądze, aby utrzymać swoje rodziny w Polsce. Mieszkają oni często w ciasnych barakach czy też dzielą mieszkanie z kolegami z pracy. Dla takich osób najważniejszy jest szybki zarobek, dlatego są w stanie pracować po kilkanaście godzin dziennie. Nie inwestują w naukę norweskiego i mają ograniczoną wiedzę co do swoich praw i obowiązków. Życie w Norwegii często postrzegają jako drogie i nudne. Ograniczają oni też całkowicie swoje zakupy tutaj na miejscu. Wielu z nich przywozi ze sobą jedzenie i inne potrzebne rzeczy z Polski. Poziom życia takiego pracownika zależny jest w dużym stopniu od starań pracodawcy.



Najbardziej na wykorzystywanie narażona jest trzecia grupa, czyli nielegalni pracownicy. Wykonując pracę na „czarno”, tracą oni swoje prawa i są całkowicie pozbawieni świadczeń i zasiłków. Pracują po wiele godzin dziennie i nigdy nie są pewni, czy i kiedy otrzymają następne zlecenie. Wielu odczuwa strach w pracy, gdyż przydzielane są im najniebezpieczniejsze zadania. Kobiety, które zajmują się nielegalnie sprzątaniem domów, często wspominają, że muszą wykonywać swoją pracę samotnie i zdarza się, że klienci zapominają się ubrać lub wręcz seksualnie się do nich zbliżają. Ostatnią kategorię stanowią luźni robotnicy, którzy prowadzą własną działalność i sprzedają swoje usługi bezpośrednio domostwom i poszczególnym firmom. Grupę tę stanowią zazwyczaj mężczyźni pracujący przy remontach i renowacjach. Osoby te często nie płacą podatków, nie mają legalnego pobytu. Ich los zależy od umiejętności pozyskania kolejnych zleceniodawców.


Mimo nierównego traktowania w pracy, wielu emigrantów zgadza się jednak z twierdzeniem, ze życie ich stało się lepsze po przyjeździe do Norwegii. 40 proc. badanych w regionie Oslo chce sprowadzić tutaj swoją rodzinę i zintegrować się ze społeczeństwem norweskim. Większość polskich obywateli postrzega społeczeństwo norweskie jako egalitarne, które stawia sobie za cel zasypywanie różnic społecznych.
Do Norwegii za pracą

Badania przeprowadzone przez ośrodek badawczy Fafo nad Polakami mieszkającymi w Oslo zdają się potwierdzać tę tezę. Jak z nich wynika wprawdzie, że aż 45 proc. ankietowanych miało stałą pracę w Polsce przed wyjazdem do Norwegii, 20 proc. posiadało umowę o pracę na czas określony, 15 proc prowadziło własne firmy. Tylko 15 proc. pracowało w szarej lub nielegalnej sferze. Jednocześnie badani podkreślają, iż mimo posiadanej pracy panował duży strach przed jej nagłą utratą, spora część ankietowanych wskazywała również na to, że ze swoich zarobków nie byli w stanie utrzymać rodziny.
 
Głównym faktorem przyciągającym jest zatem możliwość otrzymania wyższych zarobków. Obok wysokich płac emigranci wskazują również na stabilny norweski rynek pracy, mniejszą konkurencję i socjalne bezpieczeństwo. Część Polaków podaje też jako powód wyjazdu małe szanse na możliwość kariery w swoim kraju. Jednak według raportu z 2008 roku zleconego przez rząd norweski jasno wynika, że w większości Polacy pracują poniżej swoich kompetencji i nie wykorzystują swoich kwalifikacji i jest bardziej rozpowszechnione wśród kobiet niż mężczyzn”, ale nie tylko...

Polscy przedsiębiorcy

Polskich przedsiębiorców nie tylko przybywa w Norwegii, ale w całej Unii Europejskiej - uważa jeden z ostatnich panelistów seminarium „Polakker i Norge" Borys Borowski, dyrektor zarządzający firmą konsultingowo - księgową "Polish Connection" w Gdyni.

Jak podkreślił Borowski Polacy, nie boją się konkurencji i stali się "najbardziej przedsiębiorczy w Europie". O "boomie biznesmenów" świadczy ilość otwieranych przez Polaków firm w Skandynawii i całej Unii Europejskiej.

Uczestniczyłem w wielu spotkaniach z ambasadorami i przedsiębiorcami z 28 krajów UE. Nikt tam nie mówił o firmach z krajów nadbałtyckich, ale mówiono o Polskich - powiedział we wtorek 15 października Borowski.
"Polacy chcą się pokazać"

Wraz z polską siłą roboczą do Norwegii przenoszą się nie tylko ludzie, ale i kultura. Jak podkreśliła prezes Klubu Polskiego w Norwegii Edith Stylo, za przykład można wziąść wiele imprez kulturalnych, które odbyły się w Oslo oraz nowo powstające stowarzyszenia. Wspomniała min. The Young Polish Norwegian Professionals Association - UCI. Stylo uważa, że w polityce państwa norweskiego brakuje odpowiednich programów kulturalno-integracyjnych skierowanych na naukę języka i poznawanie kultury.

Edith Stylo. (Foto: Krzysztof Rojewski/PoloniaMedia)
W skali ogólnokrajowej władze lokalne dbają przede wszystkim, aby dzieci emigrantów, które nie znają języka norweskiego miały możliwość jego darmowej nauki. Często tworzone są roczne specjalne klasy wprowadzające, gdzie przygotowuje się dzieci do nauki w norweskiej szkole. Podczas dalszej edukacji uczniowie uczęszczają na zajęcia z języka ojczystego i mają możliwość dwujęzycznego nauczania wszystkich przedmiotów. Częstotliwość tych zajęć zależy głównie od możliwości finansowych danej gminy. Oprócz władz państwowych w integracje pracowników zagranicznych zaangażowały się również norweskie związki zawodowe na czele z Fellesforbundet.

„Vi blir…” („Zostaniemy”)

Dla lepszego poznania potrzeb nowej emigracji zarobkowej oraz efektywnej walki z dumpingiem socjalnym powstało również wiele raportów opisujących rzeczywistość emigrantów z nowej Unii, a zwłaszcza Polaków, którzy stanowią największy jej odsetek. Pierwszą tego typu inicjatywą były wydawane od 2005 roku przez Wydział ds. Integracji i Różnorodności Kulturowej (IMDi) coroczne raporty o nazwie Integreringsbarometeret (Barometr integracyjny). Mają one na celu badania nastawienia obywateli do emigrantów i polityki integracyjnej. Od 2006 roku centrum badawcze Fafo zaczęło wydawać serie raportów na temat emigracji zarobkowej z byłego bloku wschodniego w tym z Polski.

Raporty te powstały na zlecenie IMDi, Ministerstwa Pracy (Arbeids- og inkluderingsdepartementet) oraz Państwowego Instytutu Badawczego (Norges Forskningsråd). Natomiast IMDi poświęciło w 2007 roku corocznie wydawaną publikację Integreringskartet (Karta Integracyjna) pracownikom z „nowej” Unii. Przedstawiono tam wypowiedzi ekspertów i naukowców dotyczące wyzwań i planów związanych z integracją tej grupy społecznej.

W odpowiedzi na tę publikację Państwowy Instytut Badawczy NOVA wydał raport „Vi blir…” („Zostaniemy”) w którym przedstawił opinie emigrantów z Polski i krajów bałtyckich zarejestrowanych w Folkeregistret na temat ich potrzeb integracyjnych i planów na przyszłość. Instytut ten utworzył również program IMER dotyczący międzynarodowej migracji i stosunków etnicznych panujących w Norwegii. Wiosną i zimą 2008 – 2009 w ramach tego programu przeprowadzono badania na temat nowej emigracji zarobkowej ze wschodniej i środkowej Europy.

Jak podkreślił podczas seminarium „Polakker i Norge" przedstawiciel Wydziału ds. Integracji i Różnorodności Kulturowej (IMDi), Timothy Szlachetko dla polepszenia przepływu informacji, państwo wydało aż 100 tys. egzemplarzy książki po polsku, (Nowy w Norwegii) "Ny i Norge".

Triumf populistycznej prawicy

Dziś Norwegia, to drugi kraj po Szwajcarii w Europie, który przyjmuje największą ilość migrantów. Poważne argumenty, wytaczane przez tych, którzy domagają się ograniczenia przyjazdu cudzoziemców, łatwo można było by obalić, ale po raz pierwszy w historii kraju do władzy wraz z konserwatywną partią Høyre, dostała się populistyczna Partia Postępu Frp, która nadmiar napływu ludzi chce ograniczać.
FrP uważa, że to w głównej mierze cudzoziemcy przyczyniają się o społecznego dumpingu - obalienia płac, ale temu pracodawcy zaprzeczają, a związki zawodowe uważają, że problem ten, należy rozwiązać poprzez większą liczbę inspekcji.

Możliwe, że przestępczość jest większa – Norwegowie, wychodząc z domu, nie zostawiają już drzwi otwartych, jak to robili wcześniej. Jednak przestrogi dotyczące zagrożeń ze strony cudzoziemców najbardziej trafiają do przekonania mieszkańców terenów wiejskich, gdzie prawie nie dochodzi do kradzieży czy rozbojów, co dowodzi, po raz kolejny, że sposób, w jaki postrzegamy rzeczywistość, ma przewagę nad tym, jaka ona jest naprawdę.

To właśnie z dala od wielkich miast największy wpływ zyskuje skrajna populistyczna prawica, stająca się silnym ugrupowaniem w Parlamencie i prawdopodobnie ponosząca największą odpowiedzialność za to, że od pewnego czasu kwestia imigrantów, zajmuje czołowe miejsce na liście problemów, którymi zajmują się norwescy politycy.

Prawdą jest jednak, że liczba ludności Norwegii każdego roku rośnie o kilkadziesiąt tysięcy i to w kraju mającym zaledwie pięć milionów mieszkańców, gdzie infrastruktura nie jest przystosowana do potrzeb tak licznej ludności. Nastąpił znaczny wzrost demograficzny w gospodarczych płucach kraju, ale nie towarzyszyły mu zmiany, na przykład, w polityce mieszkaniowej, toteż wzrosły ceny mieszkań. Winą za to również obciąża się cudzoziemców.

„Imigrację trudno kontrolować”

Według raportu OECD dotyczącego „mitów związanych z migracją” żaden kraj nie ma możliwości swobodnego doboru przyjeżdżających. W czasach, gdy rządy starają się przyciągać „najlepszych”, wysoko kwalifikowanych i mogących uzupełnić braki w miejscowej sile roboczej, „kraje są w stanie wybrać dla siebie tylko znikomą część przybyszów z zagranicy”.

Dwie trzecie imigrantów w Norwegii pochodzi z UE, obszaru, którego nie da się kontrolować ze względu na zasadę swobodnego przepływu osób. Reszta to tzw. imigracja humanitarna, która też nie podlega kontroli ze względu na konwencję genewską. A około 20 proc. przyjeżdża, by połączyć się z rodzinami […] Tylko imigranci przybywający z krajów trzecich mogą być wybierani, ale stanowią oni zaledwie kilka procent spośród osiadających na stałe w Skandynawii. Z problemem tym borykają się również inni, „nawet krajom dokonującym wyjątkowo surowego doboru, takim jak Australia czy Kanada, udaje się wybrać do pracy zaledwie jedną czwartą migrantów.
Obawy, że pełna swoboda przemieszczania się mieszkańców nowych krajów członkowskich UE poskutkuje „turystyką socjalną”, okazują się nieuzasadnione. Ale największy problem stanowi uznawanie zagranicznych kwalifikacji zawodowych. Norwegia posiada wprawdzie odpowiedni program, ale ciężko wcielany jest w życie. Norwegia tak jak inne kraje europejskie stoi przed wyzwaniami w zakresie integracji z imigrantami, ale niektórzy eksperci uważają, że tu udaje się to lepiej niż w wielu innych krajach.

Lepsza integracja

Zdaniem ekspertów, mimo relatywnie silnych działań na rzecz przeciwdziałania dumpingowi socjalnemu, takich jak upowszechnienie umów zbiorowych, wprowadzenie odpowiedzialności solidarnej za wynagrodzenia itp., nie ulega wątpliwości, że system norweski nie jest w pełni przygotowany na imigrację na tak wielką skalę i wciąż stara się do niej przystosować. Istnieje potrzeba dalszych działań ze strony władz publicznych, np. zapewnienia lepszej oferty w zakresie nauki języka norweskiego, obejmującej również obywateli państw UE. Znajomość języka zapewniłaby pracownikom lepszą pozycję wyjściową w negocjacjach z pracodawcami.

Norwegowie powinni lepiej przyjmować swoich imigrantów i zapewniać odpowiednie szkolenia wszystkim tym, którzy są wykwalifikowani, ale których wykształcenie nie spełnia norweskich norm. Lepsza integracja na rynku pracy może zasilić skarb państwa miliardami koron, ale należy nie tylko inwestować w kursy dla nowo przybyłych imigrantów, lecz także w ich drugie pokolenie.

Rząd norweski bardzo pozytywnie ocenia skutki importu siły roboczej z Unii Europejskiej. W wydanym w 2008 roku Stortingsmelding dotyczącym emigracji zarobkowej, uważa się, że ma ona korzystny wpływ na rozwój dobrobytu w państwie. Pracownicy zagraniczni przyczyniają się do pokrycia zapotrzebowania na siłę roboczą i przez to usuwają wąski przekrój na rynku pracy, co natomiast wpływa hamująco na wzrost cen i kosztów, jak i powoduje wzrost produkcji. Dlatego też rząd zakłada, że europejski rynek pracy będzie główną areną rekrutacji nowych pracowników. I w odróżnieniu od wcześniejszej protekcjonalnej polityki państwa, władze norweskie uważają, że to firmy powinny decydować o tym, kto będzie rekrutowany z zagranicy, a rolą państwa ma być usprawnienie czasu rozpatrywania podań. W ten sposób Norwegia wychodzi naprzeciw zapotrzebowaniom sektora prywatnego i paliwowego.

Dziś migranci w Norwegii stanowią już ponad 14 proc. społeczeństwa i pochodzą z 220 różnych krajów czy regionów autonomicznych. Prognozy SSB przedstawione w zeszłym roku, pokazały, że oni i dzieci ich urodzone w Norwegii w 2040 będą stanowili prawie połowę ludności stolicy - Oslo.

nPortal Press | POLMEDIA (reporter@nportal.no

Copyright © 2013 nPortal Press | POLMEDIA. Wszelkie prawa zastrzeżone / All rights reserved
×