Zakupy
Promocje
Kontakt

Skontaktuj się z nami

Jeśli chcesz zadać nam konkretne pytanie, prześlij swoją wiadomość za pośrednictwem tego formularza.

Kontakt z nami

Legal notice
NPORTAL.no - NIC Media & Technology LTD and Sjølyst Investors AS


Oddział w Norwegii:
Karenslyst Alle 4,
0278 Oslo
Postboks 358,
0213 Oslo
Norway

Oddział w W. Brytanii:
71-75 Shelton Street,
Covent Garden,
London,WC2H 9JQ


+47 450 904 66

Kontakt mailowy:
reporter@nportal.no


Register Office Identification Number: 10071320
Legally represented by the Director General Lukasz Jakubow Kedzierski
This legal notice extends to the social media profiles of NPORTAL.no

Lm ubezpieczenie samochodu w norwegii 1000x150 localmarket.no jpg.

Tagi: Norwegia , Oslo , nauka , dziecko , dzieci , język , edukacja , szkoła norweska , norsk , (Pedagogisk-Psykologisk Tjeneste , nauczanie , wychowanie , Nittedal , morsmål , lærer

Polskie Dziecko w Norweskiej Szkole. Część 1
Marta maryon tomczyk

MARTA TOMCZYK MARYON - Oslo | Norwegia

Opublikowano: 2014-01-18 19:38:42 +0100

Big big 38938 norwegian school norweska szkola dziecko nportal
Polskie dziecko w norweskiej szkole. (Foto: POLMEDIA)

Wyobraźcie sobie, że jesteście dzieckiem, i że zostajecie zamknięci każdego dnia na wiele godzin wśród dziesiątek, setek osób, które mówią w nieznanym wam języku. Słuchacie lekcji, z których nie rozumiecie ani słowa. Dostajecie polecenia, których nie jesteście w stanie wykonać. Błąkacie się na przerwach wśród rówieśników, z którymi nie macie żadnego kontaktu. Matrix? Czy rzeczywistość polskiego dziecka w norweskiej szkole?


Byłam nauczycielem i wykładowcą na wielu poziomach kształcenia; prawdę powiedziawszy na wszystkich. Na uniwersytecie, w szkole średniej, gimnazjum, szkole podstawowej, w przedszkolu. Pracowałam z dorosłymi, młodzieżą i dziećmi (w przekroju wiekowym od roczku do lat 60). Wydałam parę publikacji związanych ze szkołą. Dobrze poznałam polską edukację. Od trzech lat zaznajamiam się z norweską.

To cenne doświadczenie, które daje mi wiele przemyśleń. Pozwala zobaczyć wady oraz zalety norweskiego i polskiego systemu kształcenia. Ani jeden, ani drugi nie jest doskonały. W tej chwili myślę, że gdyby połączyć ich najlepsze cechy, to powstałby naprawdę dobry system nauczania. Ale to na razie kwestia marzeń lub mówiąc bardziej optymistycznie, przyszłości.


Dziś chciałabym napisać o moich ostatnich doświadczeniach. Od jesieni tego roku pracuję w norweskim gimnazjum jako morsmålærer. Nazwa mojego stanowiska jest cokolwiek myląca, bo choć w polskim tłumaczeniu brzmi „nauczyciel języka ojczystego”, to z nauczaniem polskiego (w moim przypadku) nie ma nic wspólnego.

„Wrzuceni”

Morsmålærer to nauczyciel pomocniczy w norweskiej szkole, który pracuje z uczniami zagranicznymi: imigrantami lub uchodźcami, którzy wchodzą w norweski system kształcenia. Choć słowo wchodzą, jest często za łagodne. Lepiej byłoby użyć czasownika „zostają wrzuceni”.

Podjęcie edukacji (do poziomu gimnazjum włącznie) jest w Norwegii, podobnie jak w Polsce, obowiązkowy. Dzieci zaczynają się więc uczyć w norweskiej szkole od razu. Bywa, że po dwóch tygodniach od przyjazdu. Przeżywają swoistą terapię szokową, ponieważ trafiają do normalnych szkól norweskich (w Norwegii nie istnieje szkoła polska o pełnym programie kształcenia). Ta sytuacja jest dla nich bardzo obciążająca i niekomfortowa.


Wyobraźcie sobie, że macie np. 13 lat, i nie znając ani jednego słowa po norwesku (a często i po angielsku) znajdujecie się nagle w klasie, wśród osób, z którymi możecie się porozumieć, w najlepszym razie na migi. Siedzicie około 5-6 godzin dziennie na lekcjach, z których nie rozumiecie ani słowa. I wszystko jest inne. Przenieśliście się w szkolną rzeczywistość, która funkcjonuje na innych prawach niż polska.

Co tydzień dostajecie około 13 stronicowy plan tygodniowy. Macie książki, w których możecie, co najwyżej pooglądać obrazki lub zdjęcia. Prawie wszystkie zadania domowe są zapisywane w internecie. Komputer jest podstawowym narzędziem pracy, i nawet, jeśli nie jest wam obcy, to teraz musicie odczytywać wszystkie komendy i teksty po norwesku. Koledzy i koleżanki z klasy są mili i przyjaźni, w większości, ale nie wszyscy (bądźmy realistami). Zauważacie sporo różnic kulturowych, które wydają się tym większe, że istnieje mur językowy.


Cena

Pierwszy okres polskich (i innych obcojęzycznych) dzieci w norweskiej szkole jest bardzo trudny. Nadmiar wrażeń i przeładowanie nauką nowego języka prowadzi do nieustannego zmęczenia. Niemożność wypowiedzenia się (bycie w sytuacji niemowy), rodzi frustrację i inne negatywne emocje. Często dzieci nie podzielają również entuzjazmu rodziców dotyczącego emigracji. Zresztą trudno się temu dziwić.

Jak np. ośmiolatek ma zrozumieć zależności między płacą w Polsce i Norwegii? Dziecko tęskni za swoją starą szkołą, dziadkami. Nastolatkowi brakuje kolegów, dziewczyny, chłopaka, którzy zostali w Polsce. Dziecko nie ma jednak prawa głosu. Decydują za niego rodzice i… norweski system edukacyjny. Moim celem nie jest jednak krytyka kogokolwiek i czegokolwiek, ale naświetlenie pewnych aspektów, które do tej pory pozostawały trochę w cieniu.


Polskie dziecko, którego rodzice zdecydowali się na zamieszkanie w Norwegii, musi pójść do norweskiej szkoły. To oczywiste. Terapia szokowa jest ceną. Wbrew temu, co niektórzy sądzą, emigracja sporo kosztuje. Za stabilizację materialną i „lepsze” życie trzeba zapłacić, choć nie walutą, która leży na naszym koncie bankowym. Na przykład stresem naszych dzieci.

Wsparcie

Szkoła norweska oferuje jednak obcojęzycznym uczniom pewne ułatwienia, które sprawiają, że ten pierwszy trudny okres staje się trochę łatwiejszy. Przede wszystkim naukę języka norweskiego od podstaw. W mojej szkole polscy uczniowie dostali osiem godzin norweskiego tygodniowo. Nauczanie odbywa się w ramach lekcji szkolnych, więc uczniowie są zwalniani z niektórych przedmiotów np. języków dodatkowych, religii i etyki Ustalenia szczegółowe zależą od poszczególnych szkół, a raczej gmin. Bowiem to właśnie gmina płaci za dodatkowe lekcje norweskiego, zakup pomocy naukowych, jak również za zatrudnienie morsmålærer.

Wszystko rozbija się więc o pieniądze. Jeśli one w gminie są (lub jest chęć, żeby je wyasygnować) to szkoły oferują zagranicznym uczniom naprawdę przyzwoite wsparcie. Wiem, że w Oslo jest w tej chwili kiepsko pod tym względem. Ja pracuję w Nittedal, gdzie jest znacznie lepiej. Dość powiedzieć, że w szkole, gdzie uczę jest zatrudnionych oprócz mnie jeszcze dwoje nauczycieli języka ojczystego.

Moi polscy uczniowie mają dobre wsparcie w postaci intensywnej nauki norweskiego. Każdy z nich dostał również książki, słowniki i laptopa, z którego korzysta w szkole. W ramach potrzeby mogą również otrzymać wsparcie pedagogiczne z PPT (Pedagogisk-Psykologisk Tjeneste). Dostali… również mnie.

O tym jak wygląda moja praca, i jak adaptują się polscy uczniowie w norweskiej szkole napiszę w drugiej części.

Marta Tomczyk Maryon | POLMEDIA (reporter@nportal.no

Copyright © 2014 N PRESS | POLMEDIA. Wszelkie prawa zastrzeżone / All rights reserved

Komentarze

Aby móc dodawać komentarze musisz się zalogować

Odśwież komentarze
Local market refinansowanie 728x90
×